Historia działkowców z ROD Oaza w Olsztynie pokazuje jasno, że nikt nie jest ponad prawem. Działkowcy, którzy myśleli, że odłączenie się od PZD sprawi, że będą mogli uwłaszczyć się i zalegalizować dziesiątki ponadnormatywnych budynków, które wyglądają jak domy jednorodzinne i nie przypominają w niczym altan, dziś odbijają się o ścianę.

Olsztyńscy radni nie mają bowiem wątpliwości, iż nielegalne osiedle, jakie wyrosło bezprawnie przy ul. Przepiórczej nad Jeziorem Żbik w olsztyńskim Gutkowie, nie może być pozostawione w obecnym kształcie. To oznacza, że bezprawnie postawione w tym miejscu domy trafią pod młotek.

Sprawa działkowców z Olsztyna znana jest w środowisku działkowym doskonale za sprawą Romana Michalaka, który przez lata dążył usilnie do uwłaszczenia się na przydzielonej mu działce w ROD Oaza w Gutkowie, na której wybudował zwykły dom mieszkalny, w którym zamieszkał na stałe. Przez lata walczył on zaciekle i bez żadnych moralnych zahamowań z PZD, szkalując dobre imię organizacji, która zmuszona była podjąć kroki prawne przeciwko działaniom pana Michalaka, które w rzeczywistości znacznie wykroczyły poza prawo. O sprawie można przeczytać więcej tutaj (http://pzd.pl/artykuly/6529/188/O-co-naprawde-walczy-stowarzyszenie-SIDOD-z-Olsztyna.html).

Niestety atrakcyjne położenie ogrodu nad jeziorem, a przy tym dobry dostęp do mediów sprawił, że pojawiło się wielu naśladowców niemających szacunku do obowiązującego prawa. W efekcie ogród liczący ok. 330 działek zamienił się w osiedle całorocznych domów jednorodzinnych.

Działkowcy z ROD Oaza byli tak przekonani do swoich racji, że po wejściu w życie ustawy o ROD z 13 grudnia 2013 roku czym prędzej opuścili szeregi PZD, by na własną rękę dążyć do legalizacji samowoli budowlanej. Liczyli, że choć w ustawie nie przewidziano możliwości uwłaszczenia ogrodów, to kwestia ta nastąpi prędzej czy później. Jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że to, co wielokrotnie słyszeli z ust działaczy PZD, usłyszeli także od przedstawicieli władz Olsztyna, na  którego terenie znajduje się ogród. Urzędnicy potwierdzili, że wybudowanie domów nastąpiło wbrew przepisom i nie może być mowy o legalizacji tych samowoli. Interweniował Nadzór Budowlany, który policzył, że około 1/5 domów nie spełnia ustawowych zapisów, które zezwalają na budowę 35-metrowej altany, a nie kilkudziesięciometrowych dacz.

Właściciele samowoli budowlanych szukali szansy na zalegalizowanie swoich nieruchomości, gdy urzędnicy olsztyńscy zaczęli pracę nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego dla tej części miasta. Wystąpili do ratusza z wnioskiem, by w przygotowywanym dokumencie zamiast zapisu o działkach ogrodniczych na terenie ROD Oaza, znalazło się stwierdzenie o działkach rekreacyjnych. Taki zapis otworzyłby drogę do legalizacji ponadnormatywów i przekształcenia je w domki letniskowe. Władze Olsztyna odmówiły działkowcom. – Po pierwsze stojące tam altany nie odpowiadają warunkom technicznym dla domów mieszkalnych. Muszą mieć nie tylko określoną powierzchnię, ale także odpowiednią odległość między sobą czy dostęp do drogi publicznej o odpowiednich parametrach. Gdyby altany stały się legalnymi domami, obowiązek wybudowania takiej drogi od razu spadłby na miasto, podobnie jak zapewnienie nieruchomościom odpowiednich sieci podziemnych – stwierdził Prezydent Piotr Grzymowicz, jego wypowiedź przytacza Gazeta Wyborcza Olsztyn.  - Działkowcy byli świadomi, gdy stawiali budynki niezgodne wielkością z przepisami. Teraz zabiegają, by w planie usankcjonować ich nieruchomości. Jako budowlaniec z wykształcenia, nie mogę się na to zgodzić – przyznaje z kolei na łamach gazety Marian Zdunek, radny z komisji gospodarki komunalnej rady miasta.

Postulaty działkowców zostały jednomyślnie przez władze miasta odrzucone. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego terenu, na którym znajduje się problematyczny ogród jest już gotowy. Rada Miasta Olsztyna przyjęła w tej sprawie uchwałę podczas ostatniego posiedzenia w dniu 29 listopada 2017 r. Władze miasta potwierdziły, że przeznaczeniem tego terenu są ogrody działkowe, a zasady kształtowania zabudowy oraz wskaźników zagospodarowania terenu muszą być realizowane zgodnie z przepisami odrębnymi, w tym przepisami w zakresie rodzinnych ogrodów działkowych” (uchwała nr roboczy 808/17). To zaś oznacza, że widmo rozbiórek budowanych bez jakiejkolwiek kontroli przez lata altan jest coraz bliższe i coraz bardziej prawdopodobne. 

To pokazuje, że niezależnie od przynależności do PZD, nie ma i nie będzie przyzwolenia na łamanie prawa przez działkowców. Miasta prowadza w tej sprawie politykę zbieżną ze Związkiem i nie stosują odstępstw. Prawo jest jedne dla wszystkich. Im szybciej zrozumieją to ci, którzy w ogrodach działkowych upatrują możliwość realizacji partykularnych interesów, tym takich sytuacji będzie mniej. Ogrody działkowe to nie miejsce realizacji celów mieszkaniowych. Z opinii, jakie pojawiły się na portalu Gazety Wyborczej pod artykułem na ten temat, możemy przeczytać, że opinia społeczna w pełni zgadza się z postępowaniem władz miasta w tej sprawie. „Brawo, w końcu walka z bezprawiem w Olsztynie!” – pisze jeden z internautów. „Pan Marian Zdunek jest jednym z najlepszych radnych miasta i w tym przypadku także ma rację” – pisze inny czytelnik. To jedynie potwierdza, że także społeczeństwo nie godzi się na przeobrażanie ogrodów w osiedla mieszkaniowe.

Ogrody to zielone płuca miast, ich rola i zadania, od lat ściśle określone są w prawie i ustawach. Z pewnością ogród nie jest miejscem, w którym pojedynczy działkowiec może robić co tylko chce. Warto zauważyć, że  pojedyncze stowarzyszenia, które tak bardzo walczą z PZD powstały często właśnie z inicjatywy ludzi, którzy nie chcieli przestrzegać tych zasad i które są przekonane, że mogą bezkarnie łamać obowiązujące działkowców przepisy dla własnych korzyści. Temida nie rychliwa, ale sprawiedliwa.

 

 

 

 

 

AH