Jan Dzierżon – Ślązak z ziemi, Polak z urodzenia i Niemiec z wykształcenia, jak sam o sobie mówił – bo nauka nie zna narodowości
215 lat temu urodził się człowiek, który zmienił los pszczół i pszczelarstwa na całym świecie.
Jan Dzierżon (ur. 16 stycznia 1811 r. w Łowkowicach na Śląsku) nie był salonowym uczonym ani profesorem w cylindrze. Był upartym Ślązakiem, księdzem z pasją i uważnym obserwatorem przyrody – człowiekiem, który patrzył, myślał i wyciągał wnioski.
I właśnie dlatego dokonał odkryć, które do dziś stanowią fundament nowoczesnego pszczelarstwa.
Odkrycie, które zmieniło wszystko
W 1845 roku Dzierżon jako pierwszy udowodnił dzieworództwo trutni – wykazał, że trutnie rodzą się z niezapłodnionych jaj, natomiast robotnice i matki pszczele z jaj zapłodnionych.

Za tę tezę był wyśmiewany i podważany. Dziś cała współczesna biologia oraz hodowla pszczół opierają się na tym odkryciu, znanym na świecie jako „prawo Dzierżona”.
Jan Dzierżon był również prekursorem gospodarki pasiecznej opartej na ruchomej zabudowie plastrów. Zaprojektowany przez niego ul umożliwiał:
– wybieranie miodu bez niszczenia gniazda, – kontrolę rodzin pszczelich, – selekcję matek, – znaczący wzrost wydajności pasiek.
Był to rzeczywisty początek nowoczesnego, towarowego pszczelarstwa.


Dorobek naukowy i uznanie międzynarodowe
Ks. Jan Dzierżon był autorem kilkuset publikacji naukowych, publikował w wielu językach i był honorowym członkiem licznych towarzystw naukowych w Niemczech, Austrii, Francji oraz Rosji. W 1872 roku otrzymał tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Monachium – mimo że nie posiadał formalnych studiów uniwersyteckich ani profesury.
Nie medalami, lecz własnym nazwiskiem wpisał się trwale do historii nauki.
Nie opatentował swoich odkryć. Uważał, że wiedza powinna służyć ludziom, a nie portfelowi jednego człowieka.
Świat go słuchał. Polska długo milczała
I tu pojawia się jeden z najbardziej gorzkich paradoksów jego życia.
Podczas gdy na Śląsku Jan Dzierżon bywał postrzegany głównie jako „ksiądz-pszczelarz”, świat nauki traktował go jak autorytet najwyższej klasy. Za granicą jego prace były drukowane i cytowane, zapraszano go do debat naukowych, a jego odkrycia uznawano za przełomowe.
Został honorowym członkiem wielu towarzystw naukowych, doktorem honoris causa Uniwersytetu w Monachium i na stałe zapisał się w światowej nauce poprzez pojęcie funkcjonujące do dziś – „prawo Dzierżona”.
Bez dyplomów. Bez profesury. Bez uniwersyteckiej katedry.
Miał jednak to, co w nauce najważniejsze – wyniki.
A u nas?
Na ziemiach polskich, znajdujących się wówczas pod zaborami, Dzierżon nie pasował do żadnego schematu. Był księdzem pozostającym w konflikcie z Kościołem, naukowcem bez formalnego tytułu akademickiego oraz Ślązakiem z prowincji, a nie z Warszawy, Krakowa czy Paryża.
Nie wpisywał się ani w obraz narodowego bohatera romantycznego, ani lojalnego duchownego, ani profesora uniwersyteckiego. Przez długie lata nie doczekał się należnego uznania, bywał pomijany w szerszej narracji historycznej i traktowany raczej jako ciekawostka niż jako gigant nauki.
Historia bywa okrutna
Gdyby Jan Dzierżon urodził się w Paryżu, Berlinie lub Wiedniu, prawdopodobnie miałby pomniki za życia, zabezpieczoną starość i pozycję nietykalnego autorytetu. Tymczasem był Ślązakiem, księdzem prowadzącym pasiekę i człowiekiem, który nie potrafił się kłaniać ani podporządkowywać.
Świat go nagradzał, a u siebie przez długi czas pozostawał niewygodny.
Konflikt z Kościołem
Ks. Jan Dzierżon pozostawał w otwartym konflikcie z Kościołem, przy czym nie był to konflikt wiary z niewiarą. Było to zderzenie niezależnego rozumu z instytucją, która w XIX wieku nie tolerowała samodzielnego myślenia duchownych.
Dzierżon był księdzem głęboko wierzącym, ale jednocześnie naukowcem z krwi i kości. Uważał, że wiara i rozum nie mogą sobie przeczyć, autorytet nie zastępuje argumentu, a prawda nie zależy od decyzji hierarchii.
W ówczesnym Kościele katolickim oczekiwano od księży bezwzględnego posłuszeństwa, podporządkowania się przełożonym oraz powstrzymywania się od publicznych polemik. Dzierżon postępował inaczej – publikował własne poglądy, także te krytyczne wobec Kościoła, kwestionował dogmat o nieomylności papieża ogłoszony w 1870 roku i otwarcie pisał, że Kościół nie powinien obawiać się nauki ani postępu.
Nie były to prywatne rozmowy, lecz drukowane i publicznie dostępne teksty. Dla hierarchii kościelnej stał się osobą niewygodną, nieposłuszną i trudną do kontrolowania.
W 1869 roku został pozbawiony parafii w Karłowicach oraz objęty suspensą, czyli zakazem wykonywania czynności kapłańskich. W praktyce oznaczało to także pozbawienie środków do życia. Nie stało się to z powodu niemoralności ani herezji w sensie wiary, lecz z powodu samodzielnego myślenia i publicznych wypowiedzi.
Przez wiele lat żył na marginesie, utrzymując się skromnie i poświęcając pracy naukowej oraz pasiece. Dopiero na kilka lat przed śmiercią, w 1905 roku, doszło do pojednania z Kościołem. Parafii jednak już nie odzyskał – krzywda pozostała.
Świat mówił: „odkrywca”. U nas przez długi czas: „ksiądz od pszczół”.
Dziś światowy rynek pszczelarski wart jest około 15–20 mld dolarów rocznie, a wartość zapylania dla rolnictwa szacuje się na 200–500 mld dolarów rocznie. Każdy nowoczesny pszczelarz korzysta z odkryć Jana Dzierżona – nawet jeśli nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę.
Jan Dzierżon to przykład człowieka, który miał rację za wcześnie.
Autor: Maria, Sławomir Barwiak-pasieka Maja Ruda Śląska