Mszyce to małe owady z rzędu pluskwiaków, które tworzą ogromne kolonie. Istnieje wiele ich gatunków, różniących się kolorem i preferencjami żywieniowymi, ale wszystkie łączy jedno – ogromny apetyt na soki naszych roślin. Należą do rodziny pluskwiaków, co oznacza, że posiadają specjalny aparat gębowy (kłujkę), którym nakłuwają młode, delikatne tkanki roślin i wysysają z nich życiodajne soki.

Skąd się biorą mszyce? Mogą pojawiać się na roślinach z różnych powodów. Często są przenoszone przez wiatr, zwierzęta, ludzi lub są już obecne na nowo zakupionych roślinach. Ze względu na ich niewielkie rozmiary, mszyce mogą być trudne do zauważenia w początkowym etapie. Mają zdolność do partenogenetycznego rozmnażania, co oznacza, że samice mogą produkować potomstwo bez zapłodnienia przez samca. W ciepłych warunkach mogą produkować kilka pokoleń w ciągu jednego sezonu. W zależności od gatunku mszyce mogą przechodzić przez różne etapy rozwojowe, w tym stadium jaj, larw i dorosłych osobników. Część gatunków zmienia żywiciela na różnych etapach swojego życia.

 Żerowanie mszyc prowadzi do osłabienia całej rośliny. Młode liście i pąki kwiatowe ulegają deformacji, wzrost zostaje zahamowany, a w skrajnych przypadkach całe rośliny mogą obumierać. To nie wszystko. Wysysając soki z tkanek roślin, mszyce wydalają lepką, słodką substancję zwaną spadzią (rosą miodową). Ta lepka maź oblepia liście, ograniczając fotosyntezę i stając się idealną pożywką dla czarnych grzybów sadzakowych. To prosta droga do rozwoju chorób grzybowych. Te małe stworzenia naprawdę osłabiają rośliny.

Są również wektorami wielu groźnych wirusów i patogenów, które mogą przenosić z jednej rośliny na drugą. Dlatego tak ważne jest, aby nie lekceważyć nawet kilku pojedyncze osobniki. Jedna samica w ciągu swojego życia może urodzić dziesiątki, a nawet setki kolejnych mszyc, co sprawia, że problem w krótkim czasie może przybrać rozmiary prawdziwej ich inwazji Walka z mszycami to walka o zdrowie całego ogrodu, od roślin ozdobnych po krzewy owocowe.

Mszyce potrafią w krótkim czasie wyrządzić ogromne szkody w ogrodzie i na domowych roślinach. Wielu ogrodników i pasjonatów uprawy roślin zastanawia się, czy istnieją skuteczne, a zarazem bezpieczne metody na pozbycie się tych uciążliwych szkodników, bez użycia chemii.

Jedną z metod wypróbowanych jest soda oczyszczona, która działa na cienką powłokę, która okrywa jej ciało, to jej zbroja. Chroni ją przed wysuszeniem, przed drobnoustrojami wieloma substancjami, które próbujesz na nią wylać. Nieodpowiednio zrobiony roztwór spływa po niej jak po szybie. Soda oczyszczona działa jak mikroskopijne igły. Wnika w tę powłokę, zaburza jej strukturę i niszczy szczelność. Mszyca traci wodę z ciała w tempie, którego nie może kontrolować

i ginie. Nie przez truciznę, nie przez substancję chemiczną, która niszczy jej układ nerwowy ( i inne pożyteczne owady), ale przez prosty proces fizyczny. To, dlatego mszyca nie może wykształcić odporności na sodę tak jak na środki owadobójcze. Nie ma się, na co uodpornić. Ale sama soda to dopiero połowa siły. Sekret tkwi w tym, co do niej dodamy.

 Ważna jest formuła, którą możesz zrobić.

Bierzesz 1 litr ciepłej wody ( niegorącej, takiej jak do kąpieli). Do tego 1 łyżka stołowa sody oczyszczonej, tej zwykłej jak do pieczenia ciast. Potem jedna łyka stołowa oleju roślinnego  słonecznikowego, rzepakowego). Olej działa jak klej, sprawia, że roztwór przylega do liścia i ciała mszycy, zamiast spływać na ziemię. Następnie dodaj 5 kropli płynu do naczyń lub szarego mydła. Mydło łączy wodę z olejem i rozbija powierzchniowe napięcie, dzięki czemu roztwór wnika wszędzie. Na koniec jeden ząbek czosnku zetrzyj do na drobnej tarce lub przeciśnij przez praskę, zalej łyżką ciepłej wody i odstaw na 2 godziny.

Czosnek zawiera związki siarkowe, które mszyca wyczuwa z daleka i omija instynktownie.

To naturalny środek, który działa długo po, tym, jak roztwór wyschnie na liściu. Wszystko razem wlej do opryskiwacza z małym strumieniem i mieszaj delikatnie by nie zrobić piany.

 To jest cała formuła. Ważne jest, kiedy i ile razy opryskasz.

Zanim opryskasz całą roślinę zrób test na jednym liściu. Opryskaj liść z obu stron, poczekaj dwie godziny. Jeśli nie ma przebarwień, plam i więdnięcia, roślina dobrze toleruje mieszankę, więc można działać na całą roślinę. Najważniejsza jest pora oprysku. Mszyce są aktywne cały dzień. Wieczorem miedzy 20-21 zwalniają i stają się powolne przywierają do powierzchni liścia, praktycznie się nie ruszają. Oprysk wieczorny trafia w kolonie w momencie, gdy nie ma ucieczki. Maksymalne pokrycie, maksymalny efekt. Koniecznie opryskaj wierzchnią powierzchnię liścia od spodu. 80 % kolonii siedzi właśnie tam.

Pierwszy zabieg wieczorem uderza w dorosłe osobniki

 I niszczy aktywną kolonię. Drugi zabieg wykonujemy za 48 godzin. Tyle czasu potrzebuje nowe pokolenie by się urodzić zanim dojrzeje do rozrodu. Trzeci zabieg cztery dni po drugim. To wyeliminuje osobniki, które przeżyły w miejscach, do których nie trafił roztwór.

Czy oprócz oprysków istnieją inne metody, które mogą pomóc w walce z mszycami i mrówkami? Na pewno warto zasadzić rośliny, które wabią biedronki, chrząszcze, osy i złotooki. Te owady żywią się mszycami i mogą znacznie ograniczyć ich populację. Niekiedy warto też zastawiać pułapki na mrówki – kupione lub zrobione samodzielnie z cukru i boraksu (w proporcji 10:1). Dobrym pomysłem jest ściółkowanie upraw, bo warstwa ściółki znacznie ogranicza dostęp do gleby, co utrudnia mszycom osiedlanie się na roślinach.

Jeszcze jedna praktyczna rada Rozłóż folie aluminiowa pod roślinami tak by rzucała światło ku górze. Mszyca leci na roślinę z góry nawigując wzrokiem, Odbite światło dezorientuje ją całkowicie. Nie może znaleźć miejsca na liściu. Ta metodę stosują profesjonalne farmy w Belgii i Holandii. Foli działa przez cały sezon.Wiosną możesz zawiesić żółte tablice. Żółty kolor przyciąga mszyce jak magnez lepkie tablice kończą ich podróż zanim zdążą złożyć jaja na roślinie.

 Irena Fijałkowska