Działkowcy z pasją – Jerzy Kwaśny ,,Sport to jego życie”

Działkowcy z pasją – Jerzy Kwaśny ,,Sport to jego życie”

Jerzy Kwaśny to osoba, której w raciborskim środowisku sportowym i w Polsce nie trzeba  przedstawiać. Zasłużony piłkarz, trener, dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji. Prawdziwy pasjonat  sportu. Piłce nożnej poświęcił dużą część swojego życia.

Urodził w Kietrzu na Opolszczyźnie, według jego mamy w niedzielę i to w czepku na głowie, a kilka lat później cyganka wywróżyła mu długie życie.

Nasz bohater swoją przygodę ze sportem rozpoczął w wieku 15 lat, wówczas to zapisał się do klubu sportowego Włókniarz Kietrz, którego jedyną sekcją była piłka nożna. W liceum swoje zainteresowania powiększył o grę w szachy, ping ponga oraz brydża reprezentując w zawodach szkołę i swoje miasto. Mając 16 lat został powołany do reprezentacji województwa opolskiego w piłce nożnej, co było bardzo dużym osiągnięciem dla chłopaka z małego miasteczka.

W szkole średniej pokochał historię, ale nie zrealizował swoich marzeń. Trzykrotnie podejmował próbę dostania się na Wydział Prawa Uniwersytetu Śląskiego. W tym czasie już reprezentował raciborski Klub Sportowy Stal. Tak zaczęła się na dobre jego kariera piłkarska jako zawodnika i trenera, która trwała do 36 roku życia.

Jako zawodnik grał w klubach sportowych: Włókniarz Kietrz, Stal Racibórz, Unia Racibórz, Motor Lublin, Górnik Radlin.

Kiedy z różnych przyczyn nie mógł już grać postanowił przekazać swoją wiedzę i doświadczenie młodszym kolegom. Trenował w Włókniarzu Kietrz, Unii Racibórz, Odrze Nieboczowy, LKS Cyprzanów.

Pan Jerzy wiedział, że kiedyś kariera piłkarska się skończy i trzeba będzie zderzyć się z szarą rzeczywistością. Cytuje słowa swojej mamy ,,z maturą do łopaty możesz, gorzej z łopatą do matury”. Dlatego postanowił zadbać o swoją edukację. Ukończył Pomaturalne Studium Ekonomiczne, a już 1990 roku obejmuje funkcje Dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji w Raciborzu. Kontynuuje pasję sportową studiując na Politechnice Opolskiej wychowanie fizyczne, a na studiach podyplomowych zarządzanie kulturą fizyczną i sportem.

Miłość do historii u Pana Jerzego pozostała, przełożyło się to na pisanie książek o tematyce  sportowej. W ciągu 25 lat napisał 8 książek: 6 historycznych o piłce nożnej, jedną o kręglarstwie klasycznym oraz jedną o historii Ośrodka Sportu i Rekreacji, którego dyrektorem był przez 25 lat, aż do emerytury. Mimo, że rozstał  się z piłką nożną nie przestaje o niej myśleć.

Nasz bohater opowiada jak w 2003 zrodził się jego genialny pomysł, aby zebrać wszystkie dostępne materiały i wydać książkę o historii piłki nożnej na ziemi raciborskiej. Książka ta została wręczona w roku 2004 na audiencji Papieżowi. Okres ten pamiętamy między innymi ze słów Jana Pawła II, który zwrócił się na audiencji ogólnej 3 listopada 2004 do rodaków:

,,Wam, tu obecnym oraz wszystkim, którzy w dniach na różne sposoby okazują mi życzliwość  serdecznie dziękuję. Niech dobry Bóg wynagradza swoimi łaskami”.

Będąc dyrektorem nie tylko grał w kręgle czy w tenisa ziemnego. Był organizatorem wielu imprez sportowych i rekreacyjnych, w których brał czynny udział.

Rok 2011 okazał się rokiem szczególnym dla Pan Jerzego i jego rodziny. Trzy kobiety jego życia- żona i dwie córki namówiły go na zakup działki w Rodzinnym Ogrodzie Działkowym „Borucha” w Raciborzu. To był kolejny przełom w życiu, a dlaczego?

Nadal był aktywny zawodowo, ponoć dyrektorowanie to wiele obowiązków na głowie, a do tego jeszcze sport… Nie mógł sobie wyobrazić tego wszystkiego łącznie z pracą na działce. Ale siła złego na jednego, bo do córek dołączyła się jeszcze żona, więc musiał się zgodzić.  Działka, którą kupił była typową działką ogrodniczą z licznymi grządkami warzywnymi, drzewkami owocowymi czy krzewami  z malinami. Mając na uwadze, że cała jego rodzina jest usportowiona, postanowił ją zagospodarować tak, aby na działce powstała też przestrzeń rekreacyjno – sportowa. Trwało to ponad rok, wszystkie  czynności dotyczące przebudowy grządek, założenie trawnika, nasadzenie krzewów, kwiatów oraz budowę pergoli czy altany nasz bohater wykonał samodzielnie. Złapał bakcyla, pokochał działkę, na której obecnie spędza każdą wolną chwilę. Nie sądził, że to czego nie chciał na początku, może być takie piękne. Rodzina bardzo często spotyka się tu na działce. Całe pokolenie Kwaśnych: rodzice, dzieci i wnuki grają na działce w siatkówkę, badmintona czy boule. Pan Jerzy Kwaśny nie zrezygnował ze swoich zainteresowań sportowych, w tym pisania książek. Swoją pasję przeniósł na działkę, gdyż właśnie tu zainstalował komputer i dostosował działkę do potrzeb rodziny.

W 2021 roku zarząd ROD Borucha powierza funkcje prezesa zarządu właśnie Panu Jerzemu, który opowiada mi o swoich, planach, marzeniach…”Chciałbym być takim prezesem tego ogrodu, jakim byłem przez 25 lat dyrektorem. Czy  to możliwe?”.

Życzę Panu Jerzemu, aby jego plany się ziściły, a działka nadal dawała jemu i jego rodzinie dużo radości.

 

Lucyna Cyrek

Działkowcy z pasją – zwiedzanie świata z Dawidem Fazowskim

Działkowcy z pasją – zwiedzanie świata z Dawidem Fazowskim

Dawid Fazowski – znany jako „Faza” – zabierze nas tam, dokąd zaprowadziły go osiem lat temu  marzenia i odwaga. Wyruszył w podróż w nieznane do 104 krajów świata. Zatem w drogę.

Dawida wszyscy określają jako osobę aktywną, ciekawą świata i ludzi, która odważyła się chcieć więcej niż inni. Będąc nastolatkiem podróżował po Polsce, odwiedzał swoich krewnych zwiedzając różne zakątki kraju.  W 2012 roku z grupą znajomych autostopowiczów wybrał się na imprezę sylwestrową pod rzymskie Koloseum. To wydarzenie było impulsem, zdał sobie sprawę, że  pragnie zwiedzać świat – podróżować. Postanowił udać się w daleką podróż do Ameryki Południowej, by… napić się wódki z pingwinami.  Wyruszył z Żor z kwotą 800 złotych w kieszeni w wieku 24 lat, w daleką podróż, autostopem i jachtostopem do Patagonii.

Pingwiny zobaczył… I się z nimi przywitał. I sprawdził, że jednak pingwiny wódki nie piją.

Zanim dotarł do wyznaczonego celu, wędrował poprzez: Wyspy Kanaryjskie, Wyspy Zielonego Przylądka, Brazylię, Argentynę na południe Ameryki Południowej. Ponadto odwiedził Boliwię, Peru, Kostarykę i Meksyk.

Podążając  do kolejnych państw, a tam do dzielnic bogatych i biednych, pokazuje nam jakie są miasta, ludzie,  dysproporcje społeczne, oraz to, że świat jaki sobie wyobrażamy na podstawie programów telewizyjnych jest zgoła inny. Tak było w Brazylii w Rio de Janeiro, piękne plaże Copacabana  i fawele. W fawelach mieszka najuboższa część społeczeństwa Brazylii. Szacuje się, że od 25 do ponad 50 milionów Brazylijczyków żyje w skrajnej nędzy.

Tę bardzo niesamowitą przygodę, podróż dookoła świata, zaczął relacjonować poprzez kanał: „Przez świat na fazie” na platformie YouTube . Kanał stał się jednym z najpopularniejszych tego typu kanałów w Polsce. Nasz śmiałek za odwagę, pasję oraz popularyzację zwiedzania świata autostopem został wyróżniony tytułem „Człowieka Roku tuŻory.pl 2015”.

Kolejny sukces żorzanina miał miejsce w 2016! „Faza” w październiku odebrał prestiżową nagrodę Grand Video Award. Został jednym z 50 najbardziej wpływowych blogerów i vlogerów podróżniczych w 2016 roku. Podróżnik z Żor pokazuje, że marzenia można spełniać. Promuje podróżowanie autostopem. Zasłynął dzięki podróży do Ameryki Południowej za przysłowiowy jeden grosz.

2016 rok – no to Azja!

Faza w 2016 roku zwiedza kraje arabskie, pięknie przedstawia pobyt w Iranie i Pakistanie.   Dawid przyznaje, że zaskoczyła go otwartość, gościnność i bezpośredniość mieszkańców tych ziem,  choćby to kiedy zajeżdżał na stację benzynową, a tam stało zawsze dużo ludzi,  gdy pytał ich, „gdzie najlepiej rozłożyć namiot”, to zapraszali go do meczetu.

Zwiedza  Pakistan, następnie udaje się do Indii, które nie zachwyciły naszego wędrowca, ale za to Nepal wywarł niesamowite wrażenie na Dawidzie… ”Bardzo mi się spodobał, jest przecudowny”.

Na pytanie dlaczego taka forma podróży, usłyszałam, że autostop ma to do siebie, że poznaje się lokalną ludność od wewnątrz, tak jak to wygląda naprawdę .

Rok 2017 – żorzanin wędruje przez Afrykę.

Wyznaczony nowy cel, Żory – Kapsztad. Nie liczy dni w podróży, wyznacza cel, jednak zawsze może zdarzyć się coś, że trzeba dotrzeć okrężna drogą do wyznaczonego punktu. To są dodatkowe bonusy w wędrowaniu przez kolejne rejony – i tak było w Afryce. Tam na afrykańskim lądzie zwiedza kolejne kraje, jak: RPA, Namibia, Botswana, Zimbabwe, Mozambik, Zambia, Tanzania, Rwanda, Uganda, Kenia, Etiopia. Pan Dawid opowiada o Afryce w szczególny sposób … „Jest inna niż sobie ją wyobrażałem. Tam afrykańskie kobiety, to one trzymają ten kontynent na swoich barkach i to one zyskały mój największy szacunek. Zajmują się domem, całym gospodarstwem, uprawiają pole, gotują, chodzą po wodę, handlują otwierając tzw. „small business”… I to wszystko z dzieckiem w chuście na plecach! Zajmują się wszystkim. A „Kobiety” w Afryce, te z miasta, gdy wychodzą z domu są zawsze pięknie ubrane, fantastyczne, „wyglądają jak milion dolarów”.

Pytam, co szczególnego jeszcze utkwiło w pamięci z afrykańskiego lądu? Dawid myśli – spełniłem swoje marzenie i zobaczyłem plemię, które do dziś żyje zgodnie ze swoimi tradycjami sprzed wieluset lat. Plemię Himba!I jak by mogło być inaczej,  kolejne wyróżnienie dla Dawida Fazowskiego. W 2017 zajął pierwsze miejsce w rankingu 50 najbardziej wpływowych podróżników w polskich mediach społecznościowych.

W 2018 kończył wyprawę po Afryce, powrót przez Azję. Zatrzymuje się m.in. w Afganistanie, o czym dziś opowiada tak: ”Toczy się tam straszna wojna, tę historię powinniśmy mieć zawsze z tyłu głowy, gdy czytamy o konfliktach na Bliskim Wschodzie. Gdy słyszymy, ile dzieci zginęło w Kabulu, w Afganistanie”.

Powrót do domu przez – Gruzję, Rosję, Czeczenię…

2019 rok, druga podróż do Afryki Zachodniej. Od razu niebywałe osiągnięcie.  Po raz pierwszy w życiu zdobył czterotysięcznik a dokładnie górę Dżabal Tubkal – najwyższy szczyt Maroka i gór Atlas – 4167 m n.p.m, który jest jednocześnie najwyższym szczytem Afryki Północnej. Położony jest 63 km na południe od Marrakeszu, w Parku Narodowym Tubkal.

2020 rok Syria – Aleppo i Damaszek, później Turcja kolejne kraje i powrót do domu. Afrykańska seria, ma swój koniec na Bliskim Wschodzie.

Pojechał do Armenii w której trwa wojna z Azerbejdżanem o Górski Karabach. Dlaczego właśnie tam? Dlatego, że Polacy muszą się dowiedzieć co tam się dzieje… Wiadomo najważniejsze jest nasze podwórko ale… mimo wszystko tam dzieje się prawdziwe piekło..

Faza  pokazuje ciekawe zakątki – miejsca gdzie niewiele osób dociera. Takie podróże są najciekawsze, ale też bardzo niebezpieczne.

Kolejne przedsięwzięcie – wyruszył  na trzy miesiące w Polskę swoim Fiatem Seicento. W trakcie wakacji 2020 roku powstawała seria Polska na Fazie, w której Dawid Fazowski pokazał największe oraz te mniej znane atrakcje każdego województwa. Piękno Polski, ludzie i ich pasje, regionalne potrawy, zwyczaje. Z ust Dawida usłyszałam piękne słowa o ludziach, o gościnności Polski wschodniej i uroczych miejscach. Podczas tych wojaży przejechał blisko 14000 kilometrów, więc śmiało można powiedzieć, że to tyle żeby z Żor dojechać do Władywostoku i jeszcze mieć 3 tyś. kilometrów w zapasie.

Nasz bohater bardzo młody stażem w PZD, zaledwie miesiąc, dołączył do grona działkowców w kwietniu bieżącego roku. Szukał działki w kilku miastach, ale taką idealną jak sobie wymarzył,  znalazł w pięknym mieście na południu polski – w Żorach. Dlaczego działka jeśli jest w ciągłej podróży? Ze względu na to, że wiosnę i lato spędza w rodzinnym kraju, z rodziną, ze  znajomymi, a w bloku jest za duszno, potrzebuje przestrzeni i natury.

Nasz bohater już po swojemu urządza działkę, podzielił ją na część warzywniczą, wypoczynkową i jagodnik. Zaplanował dużo zieleni, warzyw i owoców. Pan Dawid już zasiał szczaw, szczypiorek, roszpunkę, rukolę i posadził truskawki. Na działce rosną krzewy: borówka amerykańska winorośl, maliny, jeżyna, czerwona i czarna porzeczka. A kwiatami na działce zajmie się mama, przecież to działka rodzinna – która łączy pokolenia.

Dawid Fazowski – Faza uchylił rąbka tajemnicy ze swoich planów na przyszłość, pragnie pojechać do  Czeczeni  jako reporter wojenny kanału YouTube .

Spotkanie z Dawidem było fascynujące, jego opowieści o przygodach, o dotarciu do miejsc nie wyznaczonych szlakiem turystycznym – jak wędrówka w sandałach po dżungli brazylijskiej. Trudnościach jakie wynikały podczas wojaży, zadowoleniu z osiągniętego celu.  Jego odwaga  i samozaparcie  robi bardzo  duże wrażenie.

Życzymy „Fazie”, aby spełniły się jego wszystkie marzenia podróżnicze i zawsze po nich wracał na swoją działkę.

 tekst: Lucyna Cyrek

zdjęcia: archiwum prywatne Dawida Fazowskiego

Działkowcy z pasją-Stanisława Krauzewicz i jej kronika

Działkowcy z pasją-Stanisława Krauzewicz i jej kronika

Rok 2021 to kolejny rok, który jest rokiem szczególnie trudnym ze względu na sytuację epidemiologiczną Covid-19. Ograniczenia w kontaktach i nakazy reżimu sanitarnego w wielu sytuacjach zmieniły zasady funkcjonowania ROD. Jest trudniej o kontakt „face to face”, o wspólne bycie przy pracach ogrodowych, o podtrzymywanie relacji. Jednak, na szczęście, koronawirus nie wkroczył do wirtualnego świata internetu, dlatego bez przeszkód możemy kontynuować naszą serię o działkowcach z pasją – odciskających pozytywne piękno na ROD.

Żory to 60-tysięczne miasto na prawach powiatu na południu Polski. Właśnie tutaj, w  ROD „Aster” działkę posiada kobieta z duszą artysty. To Pani Stanisława Krauzewicz, z zawodu nauczycielka, wrażliwa na piękno. Właśnie ta cecha – głęboka wrażliwość – pozwala jej tworzyć, zmieniać i upiększać miejsca wokół nas, dla siebie i dla innych. Pory roku, kolejne wydarzenia  są motywacją  do tworzenia wspaniałych kompozycji i ozdób.

Przygoda naszej bohaterki z PZD sięga 2008 roku, kiedy to kupiła działkę. Wówczas zaczęły bardzo intensywne prace nad zmianą zagospodarowania, jej funkcjonalności i stworzenia miejsca szczególnego dla siebie i swojej rodziny. Działka z roku na rok stawała się inna,  ciekawsza, z wprowadzeniem nowych roślin, upraw w skrzyniach i pomysłowych ozdób, które sama własnoręcznie wykonywała. Tak jak z tykwy, która  urosła na jej działce. Wewnętrzny talent plastyczny kazał jej z niej stworzyć coś nowego – i tak powstał abażur na lampę. Działka ma charakter rustykalny, rośnie na niej wiele odmian kwiatów, ziół: czarnuszka, bazylia, czosnek niedźwiedzi oraz ciekawe odmiany drzew i krzewów: gruszka azjatycka, aktinidia ostrolistna, winorośl.

Aranżacja przestrzeni i bogaty dobór roślin zostały docenione w konkursie pt.: „Najpiękniejsza zielona przestrzeń Miasta Żory” – zorganizowanym przez Urząd Miasta Żory i PZD ” w 2020 roku. Ostatecznie działka Pani Krauzewicz zajęła w tym konkursie drugie miejsce w kategorii „Działka w ROD”.

Pani Stanisława zaangażowała się także w pracę zarządu.  Odtąd każde święto ogrodowe jest w pięknej oprawie. Nie tylko sama przygotowuje ozdoby, kompozycje, ale potrafi zaangażować innych działkowców do współdziałania, do dzielenia się pomysłami, do przygotowania imprezy i wspólnej zabawy.

Ta pasja do tworzenia, działania, podejmowania nowych wyzwań zaowocowała szczególną decyzją. Pani Stanisława Krauzewicz podjęła się trudnego zadania odtworzenia na kartach kroniki 33 lat istnienia ROD Aster. Długa rozmowa z Panią Stasią i wspólny wyjazd 2 września 2011 roku na spotkanie z Panem kronikarzem do jednego z ogrodów Delegatury Rybnik. Odważna decyzja Pani Stasi: tak podejmuję się tego zadania, ROD Aster też będzie miał kronikę.

Decyzja odważna, ale z czego to odtworzyć? Pierwsze robocze spotkanie organizacyjne odbyło się 17 listopada 2011 roku. A później koncepcja kroniki, praca, praca, praca i jeszcze więcej pracy…
Pół roku gromadzenia dokumentów, zdjęć, spotkań i rozmów. Jak wspomina Pani Stasia, był to okres bardzo ciekawy i twórczy. Godzinne opowieści działkowców o trudnych początkach ogrodu, o ciężkiej pracy na nieużytkach, o zdobywaniu materiałów budowlanych i sadzonek na działkę. Tak tworzyła się wspólnota razem budująca swój ogród, mały raj na ziemi. Działkowcy z wielkim zaangażowaniem i dumą przekazywali swoje fotografie, zapiski, dokumenty.

Kolejny etap to praca nad kroniką, segregacja dokumentów, układanie tekstów. Ogrom pracy, ale i radości. Kartka po kartce, przez długie zimowe miesiące nasza bohaterka odtworzyła 40 lat historii ROD „Aster” – zapisując ją w ogrodowej kronice. Wszystkie spotkania, zabawy, inwestycje oraz osiągnięcia są przez nią dokumentowane. Tu w pełni możemy podziwiać plastyczne zdolności Pani Stanisławy, piękne pismo, wykonane ilustracje, układ graficzny strony, oprawa i tekst wraz ze swoim znaczeniem. Teraz z dumą na każdą uroczystość ROD „Aster” wystawiane są już dwie kroniki. Ale nie byłoby tej szczególnej historiografii, gdyby nie ta odważna kobieta, jej energia, pomysłowość i wiara, że się uda.

Dlatego serdecznie dziękuję Pani Stasi za trud i wysiłek włożony w powstanie  ogrodowej kroniki ROD „Aster” – małego dzieła sztuki.

Lucyna Cyrek

Działkowcy z pasją-Haft Krzyżykowy Pani Danusi z ROD Zacisze w Zabrzu

Działkowcy z pasją-Haft Krzyżykowy Pani Danusi z ROD Zacisze w Zabrzu

Kiedy zobaczyłam pracę Pani Danusi z ROD Zacisze w Zabrzu ogarnął mnie zachwyt i niedowierzanie, że obraz który widzę nie jest wcale stworzony jakąkolwiek farbą. Więc czego użyła bohaterka kolejnego reportażu do jego wykonania? Może to zdziwi wiele osób czytających ten materiał, ale kolorowych nici.

Haft choć wydaję się techniką, może trochę zapomnianą, daje wiele możliwości tworzenia przepięknych rękodzieł. Pani Danusia swoje prace wykonuje haftem krzyżykowym. Czyli na materiale o jednakowych oczkach i ich jednakowej powierzchni tzw. kanwie przeplata kolorowe nici – mulinę. Trudność polega na tym że, aby powstał obraz musi być dopasowany kolor nici w odpowiednich miejscach.

Na pytanie jak to się robi? Pani Danusia po prostu odpowiada liczy się krzyżyki. Łatwo powiedzieć, w tej trudnej sztuce wszystko musi ze sobą współgrać. Odpowiednio dobrany kolor i zrobienie krzyżyka tam gdzie powinien być. A co jak nie wyjdzie? No cóż trzeba spruć i spróbować jeszcze raz.

Chodź działkę ma już od 21 lat i jest na niej w sezonie codziennie od rana do wieczora, znajduję czas na swoją drugą pasję czyli haft. Wiele z jej obrazów powstawało na działce. W ROD Zacisze na swoim ogródku wśród zieleni i piękna kwiatów, w ciszy i spokoju może tworzyć.

Do pracy oprócz kanwy i muliny, potrzebuje dobrego światła i „specjalistycznego” sprzętu czyli dobrych okularów. Z pod jej ręki wychodzą obrazy w formacie A3 i A4, są to głównie portrety i zwierzęta. Z pewnością jest to technika pracochłonna, zrobienie jednego obrazu to czas ok. miesiąca. Nie wolno się spieszyć.

Jak sama mówi lubi, gdy obraz zaczyna żyć czyli jak tworzy twarz czy zwierzę, aby postać już się na nią patrzyła. Jak mawiał poeta „oczy są zwierciadłem duszy”, wiele prawdy tkwi w tym stwierdzeniu.

Najbardziej lubi haftować oczy i twarze. Jej przyjaciele zostawali obdarowywani jej dziełami przy okazji urodzin czy imienin. To bardzo wyjątkowy prezent bo zrobiony z myślą o osobie obdarowywanej, a do tego jaki oryginalny.

Tworzenie techniką haftu krzyżykowego, uspokaja i daje wyciszenie. Jest też świetną technika do rozładowania złych emocji. Dzieła Pani Danusi są tego znakomitym przykładem.

Tekst: Dominika Wojciechowska

Zdjęcia: Archiwum prywatne Pani Danuty Nowak

Działkowcy z pasją – Piotr Nabrdalik 46 lat w SSI PZD

Działkowcy z pasją – Piotr Nabrdalik 46 lat w SSI PZD

A wszystko zaczęło się w 1974 roku od poszukiwania działki, w małym mieście na południu Polski, w Pszowie. Pan Piotr Nabrdalik, bo o nim mowa, znalazł taką małą i bardzo zaniedbaną działkę w ROD „Jedność”. Bardzo odważna decyzja – kupno. Działka, a na niej bardzo stara 50-letnia czereśnia, jabłoń, grusza i śliwa, a wszystko tak zarośnięte, że widać było tylko korony drzew. Brak wody, energii elektrycznej, to były oczywiste niedogodności. Doskwierał jednak przede wszystkim brak altany – był bardzo uciążliwy. Wszystkie narzędzia trzeba było nosić z domu na działkę, a po zakończonych pracach, rzecz jasna z nimi wracać.

Pan Piotr z dużym zapałem wziął się do pracy, podzielił działkę na część sadowniczą oraz pod warzywa i krzewy, tak by działka dawała rodzinie to, co było potrzebne. Pan Piotr obserwował, co działkowcy uprawiają – i w jaki sposób. Był bardzo dociekliwy. Czerpał, chłonął wiedzę. Dzięki czemu już w 1975 roku zostaje społecznym instruktorem fachowym na ogrodzie.  Pomaga przy zakupie drzewek i krzewów owocowych, uczy działkowców prawidłowych nasadzeń. Pierwszy w ogrodzie uprawiał warzywa wówczas mało znane: brokuły, paprykę, jarmuż, portulakę warzywną. Buduje na swojej działce szklarnię i altanę, w której do dziś hoduje gołębie. Praca Pana Piotra Nabrdalika nie ograniczała się tylko do instruktażu – porad dla działkowców. Zaangażował się w prace przy budowie świetlicy ogrodowej, ogrodzenia zewnętrznego, a później przy budowie Domu Działkowca. Co więcej, aktywnie uczestniczył w pracach zarządu.

Rok 1979 dla naszego bohatera jest bardzo ważny – zdaje egzamin przed Państwową Komisją Egzaminacyjną otrzymując tytuł mistrza ogrodnika i sadownika.

W 1986 roku prowadzi samodzielnie szkolenia dla ogrodów z całego powiatu wodzisławskiego. Aby pogłębić swoją wiedzę, bierze udział w szkoleniach organizowanych przez Uczelnie Rolnicze oraz Instytuty Sadownictwa. Osobisty rozwój i pasja przynoszą kolejne osiągnięci.W 2001 roku zostaje powołany na Instruktora Wojewódzkiego Społecznej Służby Instruktorskiej Polskiego Związku Działkowców w Katowicach.

Rok 2003, Pan Nabrdalik zostaje odznaczony odznaką „Za zasługi dla Polskiego Związku Działkowców”.

2013 rok obfituje w kolejne ważne wydarzenie, bowiem Piotr Nabrdalik z ROD „Jedność” w Pszowie zostaje powołany na Instruktora Krajowego Społecznej Służby Instruktorskiej  PZD.

Piotr Nabrdalik czynnie wspiera działania PZD, zbierał podpisy pod Ustawą o Rodzinnych Ogrodach Działkowych, a także uczestniczył w manifestacji w obronie ogrodów w Warszawie.

Nasz bohater jest na swojej działce codziennie, patrzy, obserwuje, podlewa, nawozi. Robi jednak coś, co jest mało spotykane, a mianowicie: sporządza zapiski –  notatki ze swoich prac oraz z ilości zebranych warzyw i owoców. Wszystko jest opisane,  wiemy ile soku jabłkowego w którym roku przygotował, że zebrał  50 kg pomidorów i  60 kg ogórków, oraz ile dżemów z jakich owoców było zrobionych. Jednak to nie wszystko, ponieważ nasz instruktor na swojej działce przygotowywał i nadal przygotowuje dla znajomych, dla działkowców rozsady sałaty, pomidorów, brokułów i dzieli się tym z wielką przyjemnością każdej wiosny. Robi coś jeszcze, coś fantastycznego. Od wielu lat pobiera zrazy starych odmian drzew owocowych i je szczepi u działkowców, u osób, które się do niego zwrócą z prośbą. Wykonuje także sadzonki krzewów – rozmnaża porzeczki, agrest, maliny, jak mówi „dobre odmiany, dla dobrych ludzi”.

Pan Piotr jako instruktor opisuje także wszystkie wyjazdy do ROD. Zapisy obejmują do którego ogrodu jedzie, co wykonał: cięcia prześwietlające, szczepienia. Na pytanie, kiedy znajduje na to wszystko czas, opowiada spokojnie, że w nocy. Tak z tygodnia na tydzień, z roku na rok, są prowadzone zeszyty instruktora SSI Pana Piotra Nabrdalika.

W Delegaturze Rejonowej PZD w Rybniku przeprowadził 10 kursów dla SSI. Prowadził szkolenia w Jastrzębiu Zdroju, Żorach, Wodzisławiu Śląskim, Rybniku we wszystkich miastach z terenu działania Delegatury. Zajmował się szkoleniami dla instruktorów, nowych działkowców, a także dla chętnych działkowców, aby mogli pogłębić swoją wiedzę i ją zastosować na swojej działce.

Na szkoleniach, które prowadzi  panuje szczególna atmosfera. Potrafi tak wspaniale opowiadać,  że z zaplanowanego dwugodzinnego wykładu robią się bardzo często cztery godziny. Posiadaną wiedzą dzieli się ze słuchaczami, wciąga ich w temat tak, że uczestnicy szkolenia staja się aktywnymi uczestnikami, zadają pytania, są dociekliwi, te wykłady pozostają na długo w pamięci – chce się do nich wracać. W części praktycznej, podczas przeprowadzanych cięć drzew i krzewów nie przechodzi obok działek obojętnie, na bieżąco przeprowadza instruktaż- szkolenie. Nikogo nie pozostawia bez odpowiedzi, porady i pomocy. Prawdziwy dobry duch ogrodów działkowych.

Nasz instruktor do sąsiednich miast, do ogrodów jeździ na rowerze, a jeździ bardzo, bardzo dużo. Od 2010 roku do 2020 roku przejechał  pięćdziesiąt tysięcy kilometrów. Bierze udział w rajdach rowerowych powiatu wodzisławskiego, pszowskiego. Od 1972 roku w każdą zimę szaleje na łyżwach na lodowiskach, a w lecie także na łyżworolkach w skateparku w Pszowie . Jak wspomina Pan Piotr, na łyżworolkach przejechał mało, tylko około 300 km.

Działka dla Pan Piotra jest azylem, ale to też miejsce dla rodziny i przyjaciół. Tu spotykają się świętują, uprawiają, zbierają plony. Nadwyżkami owoców Pan Piotr dzieli się ze znajomymi, przekazuje  również siostrom zakonnym z  Pszowa.

Pan Piotr Nabrdalik kocha swoją działkę i kocha pomagać – dzielić się swoja wiedzą i doświadczeniem.  To wyniósł z rodzinnego domu. Gdy miał 10 lat pomagał już w pracach ma roli  mamie, a najbardziej zafascynowany był szczepieniem drzew owocowych. Jako kilkunastoletni chłopiec już próbował swoich sił,  podejmował próby szczepienia jabłoni. To pozostało w Panu Piotrze. Instruktor bowiem musi mieć serce do tego co robi, musi to kochać.

Chapeau bas,  46 lat pasji – żywa legenda w SSI.

tekst i zdjęcia: Lucyna Cyrek

Działkowcy z pasją – Pan Gustaw i jego modele

Działkowcy z pasją – Pan Gustaw i jego modele

Pora na przedstawienie nowej postaci w cyklu „Działkowcy z pasją” a jest nią Pan Augustyn, choć dla wszystkich na ROD „Przyszłość” w Zabrzu gdzie od ponad 30 lat użytkuje działkę jest po porostu Guciem. Przez wiele lat był Viceprezesem ROD mimo że już zrezygnował z pełnienia tej funkcji, nie odmawia pomocy, służy radą nie tylko działkowcom, ale taż nowemu Zarządowi.

Wiele lat pracował jako górnik i jak mówi w każdej pokoleniowej górniczej rodzinie hodowało się kanarki. Dlaczego? Kanarek to nie tylko pięknie wyglądający i śpiewający ptak. Wielu z górników pracujących na „dole” zawdzięcza mu życie. Gdy nie było jeszcze sprzętu do pomiaru metanu zabierano w klatce kanarka. Nie chodziło wcale, żeby swym śpiewem umilał czas pracy. Dzięki obserwacji jego zachowania, można było ocenić czy stężenie metanu jest na niskim poziomie. Gdy ptak śpiewał i podskakiwał w klatce można było spokojnie pracować, natomiast gdy poziom gazu wzrastał kanarek był osowiały a czasami mdlał, to był sygnał dla górników, aby opuścili chodnik. Pan Augustyn przez ok. 20 lat zajmował się hodowlą tych jakże urokliwych ptaków i stał się Mistrzem w 3 kategoriach upierzenia w oddziale w Bytomiu.

Obecnie zrezygnował z hodowli i zajął się innym hobby, a mianowicie składaniem modeli. Zaczęło się niewinnie od pierwszych modeli samolotów, które miały być zabawką dla dzieci. Było ich tyle, że z czasem zaczęły nie mieścić się w korytarzu mieszkania.

Śmiało można stwierdzić, że Panu Augustynowi ta skala nie wystarczała, więc zaczął tworzyć zupełnie coś innego. Autobus czy statek – nie problem dla naszego konstruktora. Modele powstają z zapałek oraz wykałaczek. Widoczny na zdjęciu autobus posiada ruchome koła (na życzenie wnuka) i powstał z niebagatelnej ilości zapałek ok. 1kg.

Zapytałam Pana Augustyna jak długo składał poszczególne modele. Czas jaki został poświęcony na widoczne na zdjęciu egzemplarze to siedem i pół roku.

U-BOOT 96 złożony został w 2 lata, model ma 1,5 m długości, natomiast TITANIC to 2,5 roku. Najbardziej urzekł mnie GALEON Santisima Trinidad, zrobił on na mnie piorunujące wrażenie. Aby podziwiać go w pełniej krasie, Pan Augustyn poświęcił 3,5 roku, aby go złożyć.

Składa się z ok. 2000 części, w jego burcie umieszczonych jest 146 armat na platformach. Co intrygujące olinowanie do wszystkich masztów było składane oddzielnie. Czyli każda pojedynczą linę trzeba było precyzyjnie przepleść.

Swoje modele prezentował na wystawie w 2018 roku, niektóre zdobią świetlicę ROD „Przyszłość”.

Obecnie nasz bohater jest w trakcie składania okrętu wojennego Bismarck, gdzie niektóre elementy będą ruchome.

Modelarstwo uspokaja, uczy cierpliwości a efekty są zachwycające. Ludzie zajmujący się tym hobby z pewnością posiadają talent plastyczny oraz wiedzę techniczną, a przy tym świetnie się bawią co widać po Panu Augustynie.

Tekst: Dominika Wojciechowska

Zdjęcia: Piotr Witkowski